Connect with us

Kraj

Wynagrodzenie w Lidlu lepsze od płacy nauczyciela

Początkujący pracownik Lidla, który pracuje na szeregowym stanowisku w magazynie, zarabia obecnie 3100 zł brutto (ok. 2220 zł na rękę). Ten sam początkujący pracownik, który znajdzie pracę w sklepie Lidla ulokowanym w większym mieście, może liczyć nawet na 3850 zł brutto (ok. 2750 zł na rękę). Tymczasem – wg oficjalnych danych MEN – początkujący nauczyciel, który w 2018 roku podjął pracę w szkole, mógł liczyć średnio na 2900 zł brutto (ok. 2087 zł na rękę). Powstaje pytanie – co poszło nie tak, że praca na magazynie jest obecnie lepiej płatna od pracy w szkole?

Od 1 marca sieć sklepów Lidl podniosła pensje swoim pracownikom w Polsce. Średnio o 9,2 proc. w stosunku do poziomu wynagrodzeń z roku ubiegłego. Efekt jest taki, że minimalna pensja początkującego pracownika tej niemieckiej sieci handlowej wzrosła do 3100 zł brutto (ok. 2220 zł na rękę). W większych miastach i lepszych (w rozumieniu: droższych) lokalizacjach początkujący pracownicy mogą liczyć nawet na 3850 zł brutto (ok. 2750 zł na rękę).

Co jednak istotne – już po roku pracy na pełen etat Lidl gwarantuje swoim pracownikom wzrost płacy do poziomu od 3250 zł brutto (w mniejszych ośrodkach) do 4050 zł brutto (w większych miastach, gdzie koszty życia są wyższe). Po dwóch latach stażu pracy wynagrodzenie ma rosnąc jeszcze bardziej – od 3450 zł brutto (mniejsze ośrodki) do 4350 zł brutto miesięcznie (większe). Dla ułatwienia dodam, że 4350 zł brutto to blisko 3100 zł na rękę.

reklama: Darmowe ogłoszenia motoryzacyjne – Samochody używane

A teraz porównajmy nowe stawki wynagrodzeń w Lidlu z przeciętnymi zarobkami nauczycieli. Z oficjalnych danych Ministerstwa Edukacji Narodowej (MEN) wynika, że w 2018 roku początkujący nauczyciel (stażysta) zarabiał miesięcznie średnio 2900 zł brutto (ok. 2087 zł na rękę). To mniej niż obecnie zarabia początkujący pracownik Lidla. Nauczyciel kontraktowy mógł liczyć średnio na ok. 3220 zł brutto (czyli ok. 2309 zł na rękę). To raptem kilkadziesiąt złotych więcej niż początkujący pracownik Lidla ulokowanego w małej miejscowości. Nieco lepsze zarobki zaczynały się dopiero przy nauczycielach mianowanych. Tutaj średnie wynagrodzenia sięgały pułapu ok. 4160 zł brutto (ok. 2976 zł na rękę). Warto jednak odnotować, że pracownik Lidla z dwuletnim stażem w dobrej lokalizacji i tak będzie mógł zarabiać więcej.

Posiadający najczęściej bardzo długi staż pracy nauczyciele dyplomowani w ubiegłym roku zarabiali średnio ok. 5300 zł brutto (czyli ok. 3784 zł na rękę). Dopiero ta kategoria nauczycieli bezwarunkowo osiągała lepsze zarobki od szeregowych pracowników Lidla z dwuletnim stażem.

Po co piszę ten artykuł? Ano po to, aby pokazać, że coś jednak poszło nie tak. Z całym szacunkiem dla wszystkich magazynierów i pracowników kas z Lidla, ale niezwykle trudno wyobrazić mi sobie sytuację, w której praca nauczyciela jest permanentnie gorzej wyceniana od pracy w supermarkecie. Taki stan jest demoralizujący i niejako systemowo uderza w podwaliny państwowej edukacji.

Kasa Fiskalna Online Sieradz

Aby była przy tym jasność – nie popieram zapowiadanego przez ZNP strajku nauczycieli, który będzie paraliżował możliwość przeprowadzenia szkolnych egzaminów i terroryzował życie rodziców. Nie jestem również zwolennikiem dalszego zachowania tzw. Karty nauczyciela, która sama w sobie jest komunistycznym reliktem i już dawno powinna być zniesiona. Chciałbym jednak, aby polscy nauczyciele zarabiali lepiej niż obecnie i aby początkujący belfer nie musiał się motywować wyłącznie pasją do wykonywanego zawodu, ale również dostrzegał sens swoich zawodowych decyzji patrząc przez pryzmat finansowych możliwości, jakie daje praca w polskiej szkole.

Zdjęcie: Wikimedia Images (CC0)
Na podstawie: Pomorska.plBusinessInsider.com.plBezprawnik.pl
Źródło: Niewygodne.info.pl

czytaj dalej..
.  Kasy fiskalne Łask

Kliknij aby skomentować

Kraj

Testy do policji

Dotychczasowe numery alarmowe na policję, straż i pogotowie ratunkowe (997,998 i 999) są nadal respektowane z uwagi na wygodę i komfort obywateli, jednak od momentu ustalenia jednolitego numeru alarmowego dla wszystkich tych służb są coraz mniej używane.

 

Zgodnie z ustaleniami Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji od 1991 roku można korzystać z numeru alarmowego 112. Jest to ogólnoeuropejski numer, aktywny zarówno dla telefonów stacjonarnych jak i komórkowych, przez który łączymy się z Centrum Powiadamiania Ratunkowego (CPR).

 

Warto wspomnieć, że można się z nim połączyć z telefonu komórkowego nawet na zablokowanym aparacie, bez karty SIM, dlatego absolutnie każdy jest w stanie powiadomić centrum o nagłym zdarzeniu.

Jest to informacja dla każdego obywatela, szczególnie istotna i dla ratowników medycznych, policjantów i strażaków (szybsze powiadomienia). Zainteresowałam się ostatnio szerzej tematem jednej z tych służb a mianowicie policji.

 

Policja jest formacją, utworzoną w celu utrzymywania porządku i bezpieczeństwa na terenie danej jednostki terytorialnej- jest więc to bardzo odpowiedzialna praca. Niektórzy przypuszczają, że bardzo łatwo jest się dostać do służb mundurowych. Według mnie to bardzo mylne założenie. Zakładam, że pewnie większość z nas chciała kiedyś zostać policjantem, jednak rekrutacja do policji jest dość długim i skomplikowanym procederem. Wiąże się to z szeregiem wymagań jakie musi spełniać kandydat.

Przede wszystkim musi przejść testy do policji : wiedzy, sprawności fizycznej oraz testy psychologiczne. Kandydat nie może być wcześniej karany i mieć nieposzlakowaną opinię. Jak wspomniałam wcześniej, wymagania są duże i jest to jedno z najbardziej odpowiedzialnych stanowisk, przekonujące jest z kolei to, że stanowi duże wyzwanie i przynosi wiele satysfakcji.

czytaj dalej..

Kraj

Władze Poznania chcą przyjąć uchodźców

Prezydent Poznania – Jacek Jaśkowiak

Samorządowcy ze stolicy Wielkopolski zamierzają sprowadzić do miasta grupę uchodźców i oczekują, że władze centralne im w tym pomogą.

 

Prezydent Jacek Jaśkowiak już wcześniej deklarował, że za jego kadencji Poznań będzie miastem otwartym dla migrantów. W czerwcu ubiegłego roku, kiedy rząd po raz kolejny oświadczył, że Polska nie będzie wpuszczać ich na swoje terytorium, włodarz zaprosił do Poznania syryjską matkę z dzieckiem. Ostatecznie jednak rodzina nie osiedliła się w Wielkopolsce.

Teraz władze Poznania chcą urealnić swoją obietnice. Już niebawem do miasta mogą trafić osoby starające się o azyl polityczny w naszym kraju. Nieoficjalnie wiadomo, że będą to w większości obywatele Czeczenii i Syrii. „Prezydenci Jaśkowiak i Solarski niedawno odbyli w tej sprawie rozmowę z wiceministrem Szynkowskim vel Sękiem. Ponowili chęć przyjęcia w Poznaniu uchodźców, w oparciu i w ramach współpracy z administracją rządową” – powiedziała w rozmowie z „Głosem Wielkpolskim” Hanna Surma, rzecznik urzędu miasta.

Poznański ratusz ma nadzieję, że uzyska wsparcie proceduralne ze strony Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Nie wiadomo jeszcze, ilu dokładnie uchodźców będzie w stanie ugościć u siebie miasto. Obecnie procedurą przydzielenie azylu jest objętych około trzystu osób. Strona rządowa próbowała zniechęcić Jaśkowiaka i jego ekipę do pomysłu ściągnięcia migrantów do kraju. Urzędnicy wskazywali, że jest również inna możliwość – zaangażowanie w pomoc na miejscu, czyli np. budowa szkoły w Syrii. Poznań jednak taką formę pomocy odrzucił, podkreślając, że u bram Europy oczekuje zbyt duża liczba potrzebujących.

Niezależnie od tej inicjatywy, w Poznaniu wykiełkował inny pomysł na wsparcie uchodźców w Syrii. Radny Marek Sternalski ujawnił, że prowadzone są rozmowy w sprawie umożliwienia nauki na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza syryjskim studentom. Pozytywnie o takim koncepcie wypowiadają się rówież inni samorżądowcy. „Uczelnie są otwarte na tego typu współpracę i wykazują się inicjatywą, podobnie jak Caritas, który wziął na siebie rekrutację w Syrii. Uczelnie zapewnią 5-6 osobom akademiki, a miasto wesprze ich stypendium socjalnym” – powiedział Grzegorz Ganowicz, przewodniczący rady miasta.

Jacek Jaśkowiak w 2015 roku uczestniczył w demonstracji „Uchodźcy mile widziani”, a kiedy miejscowi nacjonaliści zorganizowali nienawistną defiladę przeciwko pomocy migrantom, skwitował ich zachowanie cytatem „gdy rozum śpi, budzą się demony”.

Autorstwo: PN
Zdjęcie: facebook.com/jaskowiakjacek
Źródło: Strajk.eu

Polecamy: Miasto Zduńska Wola  Pogoda w Zduńskiej Woli

czytaj dalej..

Kraj

Polscy pracownicy Ryanair nie będą łamistrajkami

CWR Cabin Crew Union – tak się nazywa związek zawodowy zrzeszający pracowników polskiego Ryanaira. To niezwykle ważne wydarzenia z punktu widzenia interesu pracowników irlandzkich linii lotniczych z innych państw.

 

„Nasze postulaty są inne niż załóg z krajów zachodnich, bo pracujemy na innych zasadach. Przede wszystkim chcemy walczyć o wyższe wynagrodzenia. Przeciętnie zarabiamy o ponad 30 proc. mniej. Polska stewardesa jako szefowa pokładu dostaje mniej więcej od 1 do 1,5 tys. euro na rękę miesięcznie. W Hiszpanii od 1,5 do 2,3 tys. euro. Jesteśmy niedoceniani” – mówi pracownica Ryanaira, cytowana przez „Gazetę Wyborczą”. Warunki pracy u irlandzkiego przewoźnika pozostawiają sporo do życzenia również na innych polach. Jak donosi „Gazeta Wyborcza”, jedynie 10 proc. pensji stewardów i stewardes jest wypłacanych w ramach umowy o pracę. Pozostałe 90 proc. – w ramach śmieciowego samozatrudnienia.

Kierownictwo spółki zamierza jednak całkowicie uśmieciowić standardy zatrudnienia nad Wisłą. Pracownicy dowiedzieli się, że umowy o pracę zostaną od października zastąpione nowymi kontraktami, w ramach których stronami będą jednoosobowe działalności gospodarcze – stewardesy i stewardzi oraz spółka-córka lotniczego giganta. W ten sposób spółka zamierza doprowadzić do zaniku etatu jako formy zatrudnienia umożliwiającej zrzeszanie się w związkach zawodowych i w ten sposób zażegnać ryzyko strajku.

Załogi są wściekłe. „Nie zgadzamy się na te zmiany. Oburza nas, że Ryanair daje nam tylko dwa tygodnie do namysłu, nim zmiany miałyby wejść w życie. Czujemy się szantażowani i boimy się, że jeśli nie zrezygnujemy z etatu, to nas zwolnią” – powiedział „Gazecie Wyborczej” jeden z pracowników.

Dlaczego Ryanair tak bardzo nie chce w swoim polskim oddziale związków zawodowych? Z prostej przyczyny – firma ta prowadzi jedną z najbardziej agresywnie antypracowniczych polityk w Europie. Przez ponad 30 lat w spółce nie działał żaden związek zawodowy, a co za tym idzie – nie odbył się żaden strajk. Prezes O’Leary otwarcie deklarował, że w jego firmie nie ma miejsca na samoorganizację pracowniczą, a o swoich podwładnych wyrażał się z pogardą. „Studentom wbija się do głowy, że pracownicy to najważniejsze aktywa. Gówno prawda. Pracownicy to nasz największy koszt. Leniwych durniów należałoby wywalić” – to wypowiedź, które zapisała się w annałach kapitalistycznej bezczelności. „Jak najlepiej motywować pracowników? Strachem” – to również cytat z Michaela O’Leary’ego.

Ostatecznie jednak, w grudniu ubiegłego roku prezes musiał się zgodzić na uznanie związków, po tym jak pracownicy zagrozili strajkiem przed świętami Bożego Narodzenia. Pracownicy wykorzystali taktycznie zwycięstwo do podjęcia walki o trwałą poprawę warunków zatrudnienia. Do pierwszego bunt doszło 25 i 26 lipca 2018 – wówczas strajk podjęli piloci z Hiszpanii, Portugalii i Belgii. 10 sierpnia pracy odmówili natomiast prowadzący maszyny z Niemiec, którzy w obliczu dalszego impasu w negocjacjach z kapitalistą, powtórzyli strajk 12 września.

O’Leary wymarzył sobie przeniesienie części baz z krajów, w których załogi zaczęły walczyć o swoje prawa, do Polski, która jawiła mu się jako kraina taniej, karnej i pozbawionej możliwości buntu siły roboczej. Wygląda na to, że się pomylił.

Autorstwo: Piotr Nowak
Źródło: Strajk.eu

czytaj dalej..

Popularne